wtorek, 17 marca 2015

Anioł

Witam! Dzisiaj przedstawię wam opowiadanie, którego napisanie stanowiło dla mnie wyzwanie. Zdecydowanie wolę pisać dłuższe opowiadania. Wtedy można przedstawić lepiej bohaterów, dokładniej opisać zdarzenia. Ostatecznie jakoś udało mi się zmieścić całe opowiadanie na zaledwie jednej stronie. Czyli coś dla osób, które boją się dużej ilości liter ;D. Sam pomysł pojawił się w mojej głowie sam z siebie, kiedy wyprowadzałam psa na spacer około godziny 21. Wychodzenie samotnie po zmroku nie jest dla mnie najprzyjemniejszą czynnością, dlatego staram się cały czas czymś zajmować myśli. Czasami wychodzi z tego coś bardziej kreatywnego. Zapraszam.

***

W Sheffield w Wielkiej Brytanii powoli zapadał wieczór. Maj w tym roku zaczął się wyjątkowo ciepło, sprzyjając biegaczom, którzy pół miesiąca temu rozpoczęli sezon. Do entuzjastów tego sportu zaliczała się Denise Hamilton, dwudziestopięcioletnia świeżo upieczona policjantka. Wyszła z jednego z identycznie wyglądających domów mieszczących się na osiedlu w starszej części miasta. Zamknęła drzwi, wsunęła klucz do kieszeni niebieskiej polarowej bluzy i potruchtała ścieżką do bramy prowadzącej na ulicę. Przystanęła na brukowanym chodniku, przyciągając ręką do pośladka najpierw lewą, a następnie prawą kostkę. Wyciągnęła ramiona do przodu i rozciągnęła je. Uznała, że jest gotowa do biegu. Ruszyła wzdłuż ulicy w stronę ulubionego parku znajdującego się za rogiem. Wśród mnóstwa drzew biegło kilkanaście ścieżek splatających się ze sobą, dzięki czemu nie musiała pokonywać za każdym razem dokładnie tej samej trasy. Skupiła się na dźwięku swoich stóp uderzających o bruk w równym, niespiesznym tempie. Mocno zarysowane mięśnie długich łydek i ud rysowały się wyraźnie przez cienki materiał szarych spodni do jogi. Do pracy nóg dołączyły ramiona. Mijała innych amatorów biegania, w większości ze słuchawkami w uszach. Denise jednak wolała cieszyć się odgłosami miasta. Minęła znajomego sprzedawcę ze sklepu spożywczego, który postanowił skorzystać z ładnego wieczoru i przysiadł na ławce przed budynkiem. Pomachała mu, a on odpowiedział uśmiechem i skinieniem głowy. Biegła nadal, a jej długie blond włosy ściągnięte w koński ogon powiewały na wietrze. Po piętnastu minutach truchtu w jednostajnym tempie zobaczyła park, który kusił obfitą zielenią i obietnicą spędzenia czasu w spokoju. Właśnie miała skręcić za róg, w stronę wejścia do swego wielkomiejskiego azylu, kiedy usłyszała pisk opon. Obejrzała się przez ramię i zobaczyła czarnego SUV-a, pędzącego zygzakiem po jezdni. Ściągnęła jasne brwi patrząc na rozgrywającą się obok niej scenę.
Przebiegło jej przez myśl, że kierowca musiał być pijany. W końcu warunki na drodze były dobre. Spokój okolicy zakłócił dźwięk klaksonów. Hamilton postanowiła zaczekać, aż samochód odjedzie dalej i zatrzymała się. Jednak zamiast skręcenia w następną ulicę, SUV uderzył z impetem w latarnię uliczną. Gdyby kobieta nie zatrzymała się, ale biegła dalej, kierowca prawdopodobnie by w nią uderzył. Denise usłyszała trzask miażdżonej karoserii i syk, który towarzyszył obłokom pary wydobywającej się spod zwiniętej w harmonijkę maski samochodu. Szok ustąpił miejsca adrenalinie i chęci niesienia pomocy. Blondynka sprintem pokonała niewielką odległość między nią a latarnią. Gdy znalazła się już obok samochodu, zajrzała do środka przez szybę. Za kierownicą znajdował się nieprzytomny mężczyzna, na oko trzydziestokilkuletni. Miał rozciętą skroń, prawdopodobnie od uderzenia głową o kierownicę. Denise sięgnęła ręką do klamki, jednak drzwi nie chciały się odtworzyć. Rozejrzała się rozgorączkowanym wzrokiem i przywołała naglącym gestem dłoni postawnego mężczyznę, który stał obok innych gapiów na ulicy. Gdy podszedł do niej, poprosiła:
- Niech pan mi pomoże.
Brunet z całej siły pociągnął za klamkę i drzwiczki otworzyły się ze zgrzytem. Denise odpięła pas bezpieczeństwa, którym opasany był poszkodowany mężczyzna. Otaksowała nieprzytomnego i uznała, że nie będzie w stanie sama uwolnić go z samochodu. Poinstruowała więc swojego towarzysza, jak ma wyciągnąć rannego, żeby zminimalizować ryzyko powstania nowych urazów.
Ułożył go delikatnie na poboczu. Policjantka wyjęła z kieszeni telefon, wybrała numer pogotowia ratunkowego i podała go stojącemu obok mężczyźnie. Podczas gdy brunet odpowiadał na pytania sanitariusza, Denise przystąpiła do udzielenia pierwszej pomocy. Poszkodowany na pierwszy rzut oka oprócz krwawiącej skroni nie miał żadnych innych ran. Kobieta uklękła przy jego boku i sprawdziła, czy oddycha. Usłyszała urywane rzężenie. Ostrożnie odchyliła głowę rannego, aby ułatwić mu oddychanie. Poczuła na ramieniu czyjś dotyk. Odwróciła głowę i zobaczyła bruneta, który wyciągał w jej stronę telefon. Machinalnie schowała go z powrotem do kieszeni. Nie ruszyła się z miejsca nawet o centymetr, czekając na przybycie karetki. Patrzyła na leżącego obok niej mężczyznę i zobaczyła, że się poruszył. Powoli otworzył oczy i zaczął chaotycznie rozglądać się dookoła, nie wiedząc, co się z nim stało. Uśmiechnął się przelotnie, dostrzegając nad sobą twarz Denise. Utkwiła w nim spojrzenie szaro-niebieskich oczu.
- Czy ja umarłem? Anioły w niebie są naprawdę piękne – wykrztusił i na powrót zemdlał.
- Pomoc jest już w drodze – odezwała się, chociaż wiedziała, że jej nie słyszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz